22.03.2019r. uczniowie klasy 2SP oraz klasy 1SP wraz panem Piotrem Swadzyniakiem i panią Agnieszką Wylegała wybrali się do Muzeum Ziemi Czarnkowskiej na wystawę pt. „Oni dla nas. My dla nich", zorganizowaną w setną rocznicę Powstania Wielkopolskiego.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od multimedialnej prezentacji przebiegu powstania na ziemiach czarnkowskich. Kolejnym punktem była historyczna relacja pana przewodnika o przywódcach i początkach wybuchu powstania w Czarnkowie. Następnie zapoznaliśmy się ze zgromadzonymi w gablotach eksponatami, takimi jak: fotografie, legitymacje, odznaczenia, notatki, mundury Polaków, którzy służyli w armii pruskiej, oryginalny mundur wojsk wielkopolskich z 1919roku. Dużą atrakcją cieszył, się płaszcz wartowniczy, który można było przymierzać i pozować w nim do zdjęć. Naszą uwagę zwrócił również ciężki karabin maszynowy, którego obsługę przybliżył nam pan przewodnik. Ostatnim punktem naszej wizyty w muzeum było grupowe układanie tematycznych puzzli.
Pozostając w historycznym klimacie, podążyliśmy na Plac Wolności pod pomnik upamiętniający Powstańców Wielkopolskich, którzy walczyli i ginęli w walkach o Ziemię Czarnkowską.
Po spacerze udaliśmy do miejscowej restauracji na małą przekąskę.

 

 

Na początku grudnia delegacja uczniów z klas IV-VI wraz z opiekunami panią Izabelą Strawą i panią Justyną Różycką wybrała się do Powiatowego Szpitala w Czarnkowie, aby wręczyć pacjentom własnoręcznie wykonane kartki z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Z radością i miłym zaskoczeniem kartki przyjęli pacjenci z Oddziału Wewnętrznego, Chirurgicznego oraz oczekujący przed przyjęciem do Poradni Chirurgicznej.
Dyrektor Szpitala Powiatowego w Czarnkowie pan Jacek Pietryka również przyjął naszą akcję bardzo serdecznie oraz wyraził swoją nadzieję na kolejne spotkania. Na pewno powtórzymy ten dobry uczynek w przyszłym roku.

 

 

 

 

 

Już od ponad półtora miesiąca niebo karmi nas dużymi ilościami witaminy D w postaci promieni słonecznych. Jest taka niepisana tradycja, że pod koniec każdego roku szkolnego uczniowie wyjeżdżają na różnego rodzaju wycieczki turystyczno-krajoznawcze, pikniki i zielone szkoły. Nie inaczej było i tym razem, kiedy to członkowie zajęć rozwijających zainteresowania turystyczno-krajoznawczych wybrali się wraz ze swoimi opiekunami na dwudniową wycieczkę na Kaszuby i do Sopotu.

Ten arcyciekawy wyjazd został zaplanowany na kolejny słoneczny i upalny wręcz weekend a odbył się w dniach 9 i 10 czerwca br. Pani Marzena Szcześniak i pan Piotr Mielcarek postanowili, że tym razem uczniowie zobaczą mało znaną część naszego kraju: Kaszuby. Wyjazd szkolnym busem rozpoczął się o godzinie siódmej rano spod szkoły w Gębicach. Pierwszym punktem zwiedzania było Muzeum Regionalne w Człuchowie, a konkretnie ruiny zamku krzyżackiego i wysoka wieża obserwacyjna. Z jej szczytu, młodzież mogła podziwiać obszerną panoramę na miasto, rynek i trzy jeziora, które rozciągają się wokół Człuchowa. Następnie grupa zwiedziła Kościerzynę - miasto bardzo ważne dla tego regionu. Po obejrzeniu rynku, zjedzeniu pysznych lodów i wykonaniu paru zdjęć uczniowie przemieścili się do swojego miejsca noclegowego we Wdzydzach Kiszewskich. Tam, w pensjonacie "Danusia", wszyscy nareszcie mogli wypocząć po kilkugodzinnej podróży. Okazało się, że dom wypoczynkowy posiada nawet mały basen, co przy temperaturze powietrza plus 28 stopni Celsjusza było zbawienne dla kierowcy wycieczki - pana Piotra, który mógł się w nim ochłodzić i zrelaksować. Późnym popołudniem grupa wraz z opiekunami, udała się na pożywny obiad i zwiedzanie tej urokliwej wsi kaszubskiej. Największe wrażenie zrobiła panorama z wysokiej na 36 metrów wieży obserwacyjnej nad jeziorami: Radolnym, Jelenim, Gołuniem i Wdzydzkim. Okoliczne piękno przyrody i wspaniała pogoda wprawiły wszystkich w romantyczny nastrój, który nieuchronnie prowadzi już do długo wyczekiwanych wakacji. Następnego dnia, dziewięcioosobowa grupa z gębickiej Kornelówki, przemieściła się do Szymbarku, aby zwiedzić niesamowity skansen kultury polskiej i kaszubskiej. W tym znanym i cenionym przez wszystkich zwiedzających miejscu, młodzież mogła zobaczyć najdłuższą deskę i stół świata (które znalazły się w Księdze Rekordów Guinessa), 250-cio letni dom z Syberii (w którym mieszkali polscy Sybiracy), pociąg, którym Sowieci wywozili Polaków do łagrów, oraz bunkier Gryfa Pomorskiego z czasów II wojny światowej. Nie mogło oczywiście zabraknąć wizyty w domu do góry nogami, obejrzenia największego fortepianu na świecie i miejscowego browaru "Kaszubska Korona".

Na koniec wycieczki zaplanowany był Sopot. W pięknych nadmorskich okolicznościach przyrody, grupa uczniów z Gębic mogła przespacerować się po najdłuższym molo w Polsce i zwiedzić ten niezwykły kurort. Po zjedzeniu obiadu na przyplażowej promenadzie, żółty samochodzik z czarnkowsko-trzcianecką rejestracją pomknął przez kaszubską ziemię w drogę powrotną do domu (czyli szkoły) i po 5 godzinach jazdy dotarł bezpiecznie do Gębic. W tym miejscu chcielibyśmy serdecznie podziękować Stowarzyszeniu "Kociołki" z Sarbki, które było sponsorem naszego wyjazdu i przekazało niezbędne do jego realizacji środki finansowe.

 

Galeria zdjęć:


 

 

21 maja 2018 roku – dzień pierwszy – ZAKWATEROWANIE

Na zielonej życie płynie,
Na zielonej życie płynie jak staremu po łysinie
Jak staremu po łysienie…

 

Spokojną atmosferę w autokarze z rzadka przerywało zmęczenie, a częściej promienie słońca i fale radości. Przecież to już druga zielona szkoła. Tym razem było spokojniej, bo większość uczestników już domyślała się, co ich czeka, a ci którzy jechali pierwszy raz już zdążyli wszystkiego dowiedzieć się z „wywiadu” w autokarze.

Na miejsce dotarliśmy lekko spóźnieni, więc od razu powitano nas obiadem. Potem klucze zostały rozdane i już po chwili moczyliśmy stopy w bałtyckim morzu. Tekilla szalała tak jak poprzednio i nikomu nie przeszkadzał dość chłodny tego dnia wiatr z północy.

Po zapoznaniu z planem Ośrodka Wczasowego Komandor oraz najbliższej okolicy udaliśmy się na kolację. Tego dnia zmęczeni podróżą, nieustannym przebywaniem na świeżym powietrzu i żądni wrażeń dnia kolejnego, zasnęliśmy nawet dość wcześnie.

 

22 maja 2018 roku – dzień drugi – z wizytą w NADLEŚNICTWIE GRYFICE

Już o szóstej się budzimy
Już o szóstej się budzimy, poduszkami się walimy
Poduszkami się walimy.
A o siódmej jest pobudka
A o siódmej jest pobudka, potem gimnastyka krótka
Potem gimnastyka krótka.

 

Dzisiaj rzeczywiście wstaliśmy szybciej niż zadzwoniły budziki. Praktycznie wszyscy udaliśmy się na przebieżkę w kierunku plaży, realizując najważniejszy element porannej gimnastyki. Tutaj spotkała nas pierwsza niespodzianka. Jakiś metr od brzegu morza beztrosko i radośnie baraszkowała sobie foka, jak się później okazało zwierzę dobrze znane tubylcom, któremu nadali imię Depka. Jedyna na bałtyckim pobrzeżu żyjąca dziko, a jednocześnie łagodna dla ludzi, których obecnością w ogóle się nie przejmowała.

W tym dniu, zgodnie z planem odwiedziliśmy gryfickie nadleśnictwo. Poza planem natomiast była wizyta w tutejszym szpitalu z powodu skręconej kostki jednego Kacpra i podbitego oka drugiego Kacpra. Ale wszyscy uczestnicy zielonej szkoły otoczyli kontuzjowanych chłopców bardzo troskliwą opieką, co dodatkowo zintegrowało grupę.

Pani leśnik Nadleśnictwa w Gryficach przeprowadziła z nami bardzo interesujące zajęcia. Poznaliśmy nazwy wielu posadzonych tutaj drzew i krzewów, wśród których był klon Jana Pawła II oraz papieskie drzewka. W sali edukacji wysłuchaliśmy odgłosów i rozróżniliśmy figurki ptaków, rozpoznawaliśmy tropy zwierząt leśnych, robiliśmy pieczątki, oglądaliśmy różne narzędzia dawniej używane do obróbki drzew w lesie. Przeszliśmy ścieżką sensoryczną. Bawiliśmy się na leśnym placu zabaw. Dowiedzieliśmy się, jakie są zasady zachowania w lesie oraz jak długo rozkładają się śmieci w glebie. Oglądaliśmy zegar słoneczny i pojazdy leśników. Odbyliśmy krótki wyścig po upominek. Wizyta w gryfickim nadleśnictwie znacznie poszerzyła naszą wiedzę przyrodniczą i dała okazję do realizacji wielu ciekawych doświadczeń.

Do Pogorzelicy wróciliśmy na obiad, po którym natychmiast udaliśmy się na plażę, gdyż tego dnia ucichł chłodny wiatr, a baraszkowanie w Bałtyku i grzebanie w piasku było dla naszych uczestników priorytetem. Dodatkową nieplanowaną atrakcją była sesja zdjęciowa z Depką, który tym razem wygrzewała się na piasku. Przed zejściem na plażę mieliśmy natomiast do dyspozycji lodziarnie, kawiarnie, stoiska z upominkami i sklepy spożywcze, więc każdy mógł realizować własne zachcianki, a jednocześnie nabywać cenne umiejętności samodzielności.

Do ośrodka wróciliśmy na kolację, po której pani animator zaprosiła nas na kalambury, a dla bardziej wytrwałych do dyspozycji był mini park linowy, plac zabaw oraz boiska do siatkówki i badmintona. Dzisiejszego wieczoru trochę poszaleliśmy.

 

23 maja 2018 roku – dzień trzeci
PIERWSZE WYZWANIE – plaża Trzęsacz → plaża Rewal

Po gimnastyce śniadanie,
Po gimnastyce śniadanie, głodomory spieszą na nie
Głodomory spieszą na nie.
Po śniadaniu ani śladu
Po śniadaniu ani śladu, a my chcemy już obiadu
A my chcemy już obiadu.

 

Poranek jak dnia poprzedniego: gimnastyka na plaży (Depki dzisiaj nie było L), porządki w kwaterach i śniadanie. Następnie udaliśmy się na przystanek kolei wąskotorowej, którą pojechaliśmy do Trzęsacza. Na miejscu zwiedziliśmy ruiny kościoła, podziwialiśmy przepiękną plażę z platformy widokowej, uraczyliśmy się lodami, co niektórzy zdążyli zakupić pamiątki i udaliśmy się do Multimedialnego Muzeum na Klifie. Pokaz był imponujący. Gra dźwięków, słów i obrazu na chwilę przeniosła nas w czasy z roku 1874, kiedy odbyła się ostatnia msza i kiedy kościół „zabrało” morze. Poznaliśmy także legendę bałtyckiej zielenicy i zobaczyliśmy, co z kościoła morze „oddało” lądowi. Wizytę w muzeum szczerze polecamy! Ponadto w Trzęsaczu ludzie bardzo mili, serdeczna atmosfera, duże upusty na pamiątkach.

Plażą udaliśmy się do Rewala. Odległość wyniosła niecałe 2 km, ale spacer w piasku wcale nie należał do łatwych. Wchodząc na deptak w Rewalu, z ust wyrwało się nam głośne „łał”. Rzeczywiście wszyscy później uznaliśmy, że był to najbardziej urokliwy z deptaków, które widzieliśmy podczas całej zielonej szkoły. Strumyczek szemrzącej wody, przy którym każdy mógł się schłodzić po wyczerpującym spacerze, szkielety wielorybów, kolorowe stragany z pamiątkami, zieleń i czystość, to główne atuty tego placu.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Parku Wieloryba, gdzie czekała na nas wielka morska przygoda. U bram powitał nas bardzo wesoły i rezolutny pirat Krzysiek w towarzystwie, którego zwiedziliśmy cały teren. To właśnie od niego dowiedzieliśmy się, że foka Depka jest jedyną łagodną dla ludzi foką, bo inne w naturalnych warunkach są bardzo agresywne. Pirat - przewodnik opowiedział nam wiele ciekawostek o mieszkańcach mórz i oceanów, między innymi o tym jak giną młode wieloryba, o rybach z przyssawkami, o tym jak flądra chowa się w piasku, o piraniach zwiadowcach i niewidocznej krwi homarów. Potem spędziliśmy czas, baraszkując na pirackim placu zabaw. Do Pogorzelicy wróciliśmy nieco przed kolacją, był to czas przygotowań do dzisiejszej dyskoteki. W tym dniu też Gracjan obchodził swoje urodziny, więc zabawę rozpoczęliśmy od gromkiego „100 lat”. Bawiliśmy się tak świetnie, że obsługa ośrodka zezwoliła na jej przedłużenie, a nawet bawiła się z nami.

 

24 maja 2018 roku – dzień czwarty
DRUGIE WYZWANIE – plaża Pogorzelica → plaża Niechorze

Po obiedzi chwila ciszy
Po obiedzie chwila ciszy, że nas cała Polska słyszy
Że nas cała Polska słyszy.

 

Tego dnia nie było porannej gimnastyki, może z powodu dyskoteki? Nie, tylko z powodu porannej decyzji, której konsekwencją był spacer plażą do Niechorza. Trasa liczyła około 4,5 km, a musieliśmy dotrzeć na godzinę 10:30, by pójść do motylarni, więc trzeba było zagęszczać kroki. Muszę przyznać, że nie wszyscy odważyli się podjąć wyzwanie. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Na czele pierwszej w żołnierskim tempie dumnie kroczył pan Mateusz, którego świetna postawa mobilizowała wszystkich uczestników marszu.

Motylarnia zachwyciła każdego. Motyle szczególnie upatrzyły sobie zieloną czapkę Szymona, na której siadały całymi grupkami. Pani przewodnik przekazała nam wiele zaskakujących informacji o bardzo krótkim życiu motyli i stosunkowo długim okresie wylęgania. Nawet trochę zrobiło nam się smutno.

Kolejnym punktem zwiedzania był Park Miniatur Latarni Morskich. Czy wiecie, że w Polsce mamy 15 czynnych latarni, a w sumie było ich 25 i 2 poza granicami naszego kraju ? – My już to wiemy. Wiemy, też która jest najstarsza, która najmniejsza, a które największe. Co oznacza czerwone, a co białe światło i jak latarnia działała kiedyś, gdy wcale nie była budowlą.W drodze powrotnej skusiliśmy się na wizytę w Muzeum Figur Woskowych. Świetne zdjęcia i mnóstwo radości – zapraszamy do galerii. Dla chętnych jeszcze okazjonalna wystawa klocków Lego, oczywiście znalazło się kilkoro pasjonatów.

Ostatnim punktem w Niechorzu było wejście na latarnię. Skorzystało z niego tylko 12 uczniów. Wspinaczka na latarnię okazała się wyzwaniem, z którym jeszcze musimy poćwiczyć. Doliczyliśmy się 180 schodów i od razu zgłosiliśmy „reklamację” panu sprzedającemu bilety, bo pani przewodnik w parku miniatur zapewniła nas, że schodów jest 208. Gdzie podziały się brakujące? Okazało się, że te brakujące należą tylko do latarnika i prowadzą jeszcze wyżej, na sam szczyt latarni.

Wycieńczeni długim marszem i ogromem wrażeń skorzystaliśmy z uprzejmości naszego kierowcy – pana Marka, który przyjechał po nas do Niechorza, w przeciwnym razie nie zdążylibyśmy na obiad.

Po południu nastąpiła długo oczekiwana chwila ponownego buszowania na pogorzelickim deptaku. Pamiątki, gofry, lody, „plażing” w towarzystwie Depki, która wróciła, a w drodze powrotnej chwila trwogi. Otóż ku naszemu zdumieniu po drugiej stronie chodnika napotkaliśmy dwa młode dziki w trakcie posiłku. Ostrzeżeni przez opiekuna z innej zielonej szkoły w ciszy odczekaliśmy, aż sobie pójdą. Byliśmy tak oszołomieni, że nawet nikt nie odważył się wyjąć aparatu, aby zrobić zdjęcie.

Wróciliśmy na kolację, po której panie: Iza, Dorotka i Monika przygotowały chętnych uczniów do wesołego pokazu mody, a Gracjan umilił czas poprowadzeniem zumby, której nauczył się w szkole. Ostatniej nocy bawiliśmy się do późnego zmierzchu, nikomu nie chciało się iść spać, nikt też chyba nie chciał, aby nastąpił ostatni dzień zielonej szkoły.

 

25 maja 2018 roku – dzień piąty – TROCHĘ POSMUTNIAŁO

Dziś ostatni dzień pobytu
Dziś ostatni dzień pobytu, nie możemy wyjść z zachwytu
Nie możemy wyjść z zachwytu.

 

Wczesnym rankiem rozpoczęliśmy pakowanie i gruntowne sprzątanie. Poranna gimnastyka odbyła się przy muzyce na terenie ośrodka. Po niej jak zwykle zdrowe, obfitujące w dużą rozmaitość warzyw śniadanie. Wspólne zdjęcie na plaży, ostatnie wdechy morskiego powietrza, ostatnie budowle na piasku, kamyki i muszle zebrane na pamiątkę, smak kręconych lodów, mnóstwo zakupionych fok i innych upominków dla rodziny, przekąski na drogę…

Resztkami wcześniejszego prowiantu nakarmiliśmy dziki, z którymi zdążyliśmy się już oswoić – zachowywały się jak psy i chodziły po tutejszych ośrodkach, gdzie dokarmiali je wczasowicze, nie wiemy, czy ich historia zakończy się szczęśliwie, ale trzymamy kciuki, aby ktoś w końcu przeniósł je w bezpieczne miejsce z dala od turystów.

Obiad w ośrodku zakończyliśmy oklaskami z podziękowaniem za gościnę, miłą obsługę i pyszne, bo zdrowe posiłki.

Spakowaliśmy bagaże do autokaru, zdaliśmy klucze i wyruszyliśmy w drogę powrotną.

Czas podróży umililiśmy sobie śpiewem i wspominaniem.

Za rok chcielibyśmy znów powrócić nad Bałtyk…

 

 

 Galeria zdjęć:

 

 

 

 

- z wizytą w gospodarstwie Agro – Danmis w Bukowcu

 

16 kwietnia 2018 roku gimnazjaliści z klas II i III, wraz ze swoimi wychowawczyniami: p. Iwoną Lokert i p. Karoliną Rybarczyk, udali się, na zaproszenie jednej z mam uczennicy, do gospodarstwa Agro-Danmis w Bukowcu.

Na początku przywitała nas kolorowa kocia mama z siedmiorgiem swojego miesięcznego potomstwa. Kocięta już nieźle brykały i garnęły się do głaskania przez co obcowanie z nimi dało nam wiele radości.

Potem nastał moment zaskoczenia, a nawet trwogi. Większość uczniów bowiem wystraszyła się widoku koźlątek, które z zaciekawieniem przyglądały się gościom i jednocześnie płoszyły na wyciągnięcie ręki. Tylko najmłodsze – jednodniowe i kilkudniowe, były bardziej ciekawskie, niż bojaźliwie, a na nasz dotyk reagowały jak psie szczenięta radośnie merdając ogonkami. Obserwowaliśmy, głaskaliśmy i tuliliśmy koźlęta w wieku od jednego dnia do czwartego miesiąca życia. Dowiedzieliśmy się jak należy je karmić i pielęgnować, że są bardzo mądre i szybko się uczą. Odwiedziliśmy też dorosłe kozy i obejrzeliśmy sprzęt za pomocą, którego pozyskiwane jest kozie mleko. Dalej, w drodze do cielaczków uczniowie oglądali przeróżne maszyny rolnicze.

Ostatnie zwierzęta na literę „k” to krowy biało-czerwone rasy Montbeliarde, które zastaliśmy podczas posiłku.

Na zakończenie udaliśmy się do pobliskiego sklepu, gdzie sprzedawca zaprezentował nam wyroby z mleka koziego i krowiego. Od mamy Zuzanny otrzymaliśmy zdrowy poczęstunek w formie paczuszek z kozimi przysmakami, który skonsumowaliśmy po powrocie do szkoły.

 

Pani Beacie oraz Właścicielom firmy Danmis serdecznie dziękujemy za ciekawą lekcję.